Cóż to był za dzień!
Sypło śniegiem tak, że Dominika z mężem odśnieżali dwie godziny, żeby wydostać się rano samochodem z domu! Grzegorz, jak już do nas dotarł, zamiast odetchnąć w kościele, otrzymał łopatę i zadanie odśnieżenia wjazdu na dwa auta. Pan Kościelny od rana odśnieżał wkoło kościół, żeby w ogóle można było do niego wejść! Monika z córkami i ja z chłopakami przedzieraliśmy się przez zaspy na drodze i nieodśnieżone chodniki. Dotarliśmy. Nakarmieni Eucharystią, przeszliśmy do salki, gdzie mieliśmy kontemplować Boże dary. Tak. Zamiast narzekać na aurę i trudy skupiliśmy się na wdzięczności!
Przypomnieliśmy sobie przypowieść o talentach. Każdy spróbował dosłownie podnieść równowartość 1 talentu!!! Przelaliśmy na papier wszystko to, czym czujemy się obdarowani.
Jedyne słowo jakie mi się ciśnie po spotkaniu, to: zuchwały!
Baranki są dla zuchwałych!
Zadrwiliśmy z przeszkód.
Życzę nam jednak żeby na następne spotkanie wystarczyło zuchwale porzucić wygodę domowej kanapy.
Dziękuję wszystkim za spotkanie. Było budująco!



